Ten artykuł, to odpowiedź na często zadawane pytanie : dlaczego nie dostanę wszystkich zdjeć z sesji…..czy dostanę wszystkie zdjęcia z sesji ….?  

Wyobraź sobie, że do znanego malarza przychodzi klient i prosi o zrobienie samego szkicu ołówkiem wybranego obrazu, bo on ma w domu farby i sam sobie pomaluje. Albo wchodzisz do ulubionej restauracji i po zjedzeniu pysznego obiadu prosisz obsługę o zapakowanie także wszystkich opakowań, śmieci i obierek pozostałych po przygotowaniu posiłku. Czy też idziesz do piekarni pól godziny przed zamknięciem, by kupić 5 kajzerek. Po zapakowaniu i zapłaceniu prosisz także o podarowanie za darmo reszty wypieków z piekarni. Przecież zaraz zamykają, a szkoda żeby się zmarnowało skoro już i tak zostały upieczone. I tak nic więcej z tym nie zrobią.

Nie wiem jak Ty ale ja od razu mam przed oczami zdziwioną minę osób, do których kierowane są te prośby. Coś pomiędzy zmieszaniem, zdziwieniem i niedowierzaniem w to, co usłyszeli. Najprawdopodobniej taką samą minę ma Twój fotograf, gdy pytasz go o przesłanie wszystkich zrobionych zdjęć, chociaż tutaj często zamiast zdziwienie dochodzą uczucia żalu i złości, bo to niestety nie jest coś nowego w tej branży.

5 minut -> 10 zdjęć – zaryzykowałbyś?

Zacznijmy od małego eksperymentu, który, mam nadzieję, pokaże Ci o co nam tak naprawdę chodzi. Pomyśl, że przeglądając strony fotografów natrafiasz na dwie oferty sesji: pierwsza trwa 5 minut, robione jest podczas niej 10 zdjęć, wszystkie otrzymujesz chwilę później na płytce. Druga trwa godzinę, a po sesji dostajesz 10 najlepszych ujęć wybranych i wyretuszowanych przez fotografa. Obie kosztują tyle samo, z obydwu otrzymasz tyle samo zdjęć. Różni jest jedynie czas wykonania, bo przecież efekt ilościowo jest taki sam.

Na którą opcję się decydujesz?

Mogę strzelać w ciemno, że większość z Was jednak wybierze opcje numer dwa. Niby efekt teoretycznie jest taki sam, ilość zdjęć się nie zmienia, ale jednak jakoś tak czujemy się potraktowani bardziej poważnie, gdy oferuje się nam jedynie te najlepsze, wybrane ujęcia. Teraz nawet jak się robi zdjęcia do dokumentów to fotograf daje możliwość wyboru spośród wielu ujęć, nie jest tak, że pstryka raz, drukuje i pobiera opłatę.

Fotografia to usługa

jak każda inna, a zdjęcia to produkt finalny tej usługi. O czym bardzo często zapominamy przez to, że aparaty fotograficzne (najczęściej te w telefonach) towarzyszą nam na co dzień.

Aby powstał finalny efekt i był on zadowalający dla obu stron często potrzebne jest wiele prób. Niestety rzadko jest tak, że od razu powstają satysfakcjonujące nas ujęcia. Czasem trzeba wypróbować kilka póz i min, innym razem minimalnie zmienić światło. A najczęściej po prostu jest tak, że po kilku minutach przed obiektywem schodzi z nas stres, czujemy się bardziej swobodnie i przez to też zdjęcia wychodzą dużo, dużo lepsze. Dlatego też większość sesji trwa od godziny nawet do kilku godzin, podczas których powstaje mnóstwo ujęć, by móc wybrać te kilka najlepszych. Reszta to jedynie “odpadki”, trochę jak obierki po ziemniakach podczas robienia obiadu, których jakoś nie szkoda nam wyrzucić i traktuje się je jak niepotrzebne śmieci.

Warto też wspomnieć, że podczas sesji powstaje część zdjęć, które z założenia lądują w koszu: nieostre, niedoświetlone, prześwietlone, z zamkniętymi oczami albo dziwnymi minami. Często te błędy wynikają ze specyfiku sprzętu, bądź po prostu ze “źle złapanej” chwili. Zresztą przecież doskonale to tym wiesz, jak sam robisz zdjęcia telefonem. Często wychodzą rozmazane, nieostre, z głupią miną itp. itd… Jak zrobisz takie zdjęcie swoim smartfonem to raczej nie będziesz chciał zachować je na pamiątkę tylko od razu zostaną usunięte.

Mniej znaczy lepiej

Przyzwyczailiśmy się do tego, że fotografujemy wszystko i wszędzie. Zerknij do pamięci telefonu i zobacz ile masz zrobionych zdjęć w ostatnim miesiącu. Kiedy ostatnio przeglądałeś te, które zrobiłeś rok, dwa lata temu? A co z fotografiami z ostatnich wakacji? Pamiętasz w ogóle ile ich powstało? Udało się je chociaż z raz obejrzeć po zrobieniu, czy leżą i kurzą się zapomniane na dysku?

Jednym z głównych argumentów jaki pada przy prośbie podesłania wszystkich surowych plików to stwierdzenie, że te fotografie mają wartość sentymentalną i pozostaną na pamiątkę. Uwierz mi, dużo przyjemniej, chętniej i częściej wraca się do 10-15 zdjęć z sesji, niż przegląda 300 takich samych ujęć.

Twój fotograf doskonale o tym wie, ponieważ sam nie przejrzał jeszcze zdjęć z zeszłorocznych Świąt – napstrykał ich przez 3 dni ponad 500 i nie ma kiedy ich wyselekcjonować i obrobić (fotografowie, kto się teraz uśmiechnął pod nosem czytając to zdanie?  ).

Dlatego tutaj mniej znaczy więcej.

Ja osobiście wolę wracać regularnie do 5 zdjęć, niż mieć na dysku zapomniane 300. A Ty?

Zaufaj mi, jestem fotografem…

O zaufaniu wspominam bardzo często, ale bez niego nie ma dobrej współpracy. Tak po prostu.

Wątpię, że decydujecie się na zdjęcia u danego fotografa zupełnie przypadkowo. Albo bazujemy na rekomendacji znajomych albo sami szukamy i wybieramy osobę, która skradła nasze serce swoimi pracami. Z drugiej strony nie wybieramy tej osoby tylko dlatego, że robi zdjęcia ale głównie przez to jak fotografuje i co ma w portfolio.

I chyba każdy z nas gdzieś tam z tyłu głowy ma świadomość, że w portfolio nie znajdują się wszystkie zrobione zdjęcia (łącznie z tymi, co gdzieś tam z jakiegoś powodu nie wyszły) ale tylko te najlepsze, wyselekcjonowane fotografie.

Na całość usługi składa się zrobienie zdjęć, stworzenie odpowiedniej atmosfery podczas fotografowania, umiejętności fotografa (zarówno te z poprawnej obsługi aparatu, jak i obróbki), przygotowanie aranżacji, zakupienie odpowiednich rekwizytów – a wszystko to ma wpływ na finalne pliki. Zdobycie umiejętności, dzięki którym fotograf ma takie, a nie inne zdjęcia w portfolio, trwa często wiele lat i zajmuje mnóstwo czasu spędzonego na doskonaleniu warsztatu.

I dlatego nas tak strasznie denerwuje, gdy chcecie od nas surowe, niepoprawne pliki. Wypracowanie odpowiedniego stylu to wiele miesięcy ciężkiej pracy. Ciężkiej pracy po to, by zadowolić klienta i oddać mu kompletny, starannie przygotowany materiał.

Wiesz, z perspektywy fotograf wygląda to w taki sposób, że najpierw przez wiele tygodni uczy się, ogląda tutoriale na YouTubie, chodzi na kursy, wypracowuje własny styl, starannie obrabia wybrane zdjęcia, a potem słyszy, że te niewybrane mają dla Ciebie taką samą (albo nawet większą) wartość, niż te wypieszczone, dla których zdecydowałeś się na sesje u tego, a nie innego fotografa. I w głębi serca wie, że i tak do nich później nie zajrzysz, bo dla Ciebie liczy się w tej chwili ilość, a nie jakość.

I gdzieś tam po drodze traci się trochę do tego wszystkiego serce i motywację.

 

Zła reklama

Na sam koniec pozostaje jeszcze bardzo ważna kwestia publikacji tych surowych zdjęć. Żaden fotograf nie chce być utożsamiany ze zdjęciami, które mu nie wyszły. Surowe, niewyselekcjonowane fotografie, które miały trafić do kosza, a latają gdzieś po Internecie podpisane nazwiskiem autora, nie są dla niego zbyt dobrą reklamą. Nie świadczą także dobrze o samym autorze, który pozwolił na opublikowanie tego typu zdjęć.

Pamiętajcie – nic w Internecie nie ginie, a każdy ma prawo walczyć o swój dobry wizerunek w sieci i poza nią. Dlatego też zupełnie nie ma co się dziwić fotografom, którzy chcą mieć nad tym kontrolę. Zapewnienia, że surowe fotki są tylko do rodzinnego albumu, i tak prędzej, czy później kończą się publikacją jednego czy dwóch zdjęć na Facebooku.

A przecież każdy z nas chce być postrzegany z jak najlepszej strony, prawda?